autohipnoza psylocybina

#relacja Połączenie psylocybiny i autohipnozy

Zastrzeżenie! Psychodeliki są w Polsce nielegalnymi substancjami i nie zachęcamy ani nie tolerujemy ich używania tam, gdzie jest to niezgodne z prawem. Wiemy jednak, że istnieją przypadki nielegalnego używania narkotyków i uważamy, że oferowanie odpowiedzialnych informacji na temat redukcji szkód jest niez`będne do zapewnienia ludziom bezpieczeństwa. Z tego powodu niniejszy dokument ma na celu zwiększenie bezpieczeństwa i świadomości osób decydujących się na stosowanie tych substancji. Pamiętaj również, że opisy przypadków pochodzą z krajów gdzie substancje te są legalne lub opierają się na opisach badań co nijak nie przekłada się na spożywanie nielegalnych substancji niewiadomego pochodzenia

Substancja/Substancje: Psylocybina

[W trans wchodziłem na grzybach Yeti 2.5 gram suszonych – odczuwanie ich było słabe, ale wystarczyło by wejść głęboko]

Opis

Hipnoza

Strach przed wejściem w trans, bardziej opór. Mimo, że to była moja 3 hipnoza uważałem, że znam już proces i dam sobie radę. Zauważyłem w trakcie, że głupio mi słuchać Wikinga (Paweł Pawlak), że mógłbym sam prowadzić proces – to był podszept mojego ego. Wyjaśniłem sobie, że lepiej skorzystać z pomocy i to też jest ok.

Odczuwałem strach przed wejściem w trans, przed “skazą odrzucenia” braku miłości, samotności, złości.

Zwizualizowanie Problemu:

Odczuwałem to jako pasożyta, który jest zakorzeniony w powięzi umysłu, który sączy ciemno fioletową truciznę.

Następnie zmienił się w kurzą łapę z pazurami.

Przejście do przyczyny:

Nie pokazała się żadna scena z przeszłości, tylko obraz.

Kadr przerażonego ok 8 letniego chłopca i krzyczącej matki.

Uczucie było uczuciem podobnym do bicia psa, który jest bezradny, bo ma tylko swojego pana, jest całkowicie zależny, od niego zależy jego przeżycie.

Rozłożyłem sobie ten kadr przed sobą, słuchałem prowadzenia autohipnozy.

Wylewam swój ból, złość, krzyk. Przychodziło mi to ciężko, takimi falami.

Nie czułem że proces się udał. Polepszyło się trochę, ale wciąż czułem sączącą się truciznę, toksynę, pazur w sercu.

Nie była to już cała kurza łapa, ale sam pazur.

Emocja była zbyt silna, proces się nie udał, lub zbyt się bałem całości, by to puścić.

Byłem tym zirytowany, włączyłem sesję jeszcze raz.

Relaksacja:

Było już głębiej, spokojniej – namierzenie problemu, wizualizacja, przejście do pierwotnej przyczyny…

Wyjaśniłem małemu sobie, ze to nie jest jego wina, że matka jest sfrustrowana, że nie potrafi zarządzać emocjami. Dawałem “sobie” wsparcie, dużo energii miłości, ode mnie, od X (mojej dziewczyny) i od innych ludzi którzy mnie wspierali.

Wypełniłem miejsce skazy światłem, miłością i wsparciem.

Pazur się rozpuścił.

Puściło.

Byłem wolny, chociaż niepewny tego co się stało. Zapisałem zmiany i wyszedłem z transu.

Czułem się inaczej, pewniej, tak jakby skrzywdzone dziecko zniknęło. Czułem męskość siłę. Czułem się jak lew.

Patrzyłem na siebie inaczej, jak na mężczyznę – chyba po raz pierwszy w życiu.

Nowa rzeczywistość, nowa energia, nowa perspektywa.

Uczyłem się na kursie Wikinga’ Paweł Pawlak – innerwarsaga na YT.

Autohipnoza bez psylocybiny, nie pozwala mi wejść w taki stan “immersji” własnych emocji i odczuć, jak za pomocą psylocybiny – co ułatwia cały proces. Staje się on głębszy i uwolnienie uwięzionej emocji bardziej namacalne, co za tym skuteczne dla umysłu skuteczniejsze.

Mój komentarz

BARDZO dużo osób pytało mnie jak wygląda połączenie tych dwóch metod, a mianowicie doświadczenia psychodelicznego połączonego z hipnozą/autohipnozą

Z jednej strony nie bardzo widziałem potencjał. Psylocybina w trakcie “sama decyduje” gdzie nas zaprowadzi, a hipnoza jest jednak nieco bardziej dyrektywna. Z drugiej strony po pierwsze byłem ciekaw czy komuś mimo wszystko się udało, a po drugie dynamika mniejszych “dawek” jest nieco inna niż pełnego doświadczenia

Skontatkowałem się więc z kilkoma hipnoterapeutami, którzy utwierdzili mnie w moim przekonaniu. Niemal każdy znał (i o dziwo respektował) działanie psylocybiny i niemal każdy stwierdził, że nie widzi sensu łączenia doświadczenia psychodelicznego ze stanem hipnozy

O temacie więc zapomniałem (poza relacjami ludzi którzy mówili, że z sukcesem łączyli mikro + autohipnozę) do czasu aż otrzymałem na email powyższą relacje

Potwierdza ona de facto to co napisałem wyżej ponieważ pomimo TEORETYCZNIE WYSOKIEJ dawki (2.5g można podciągnąć pod dawkę terapeutyczną) to subiektywnie autor odczuł działanie grzybów jako “słabe”. Z opisu powiedziałbym, że było to w okolicach minidawki, a nie pełnego doświadczenia.

Przy pełnej dawce według mnie, autor nie byłby w stanie tak świadomie kierować procesem co potwierdzi każdy, kto próbował w jakiś sposób albo “przerwać” bad tripa albo na siłę skupić się nad tym aby rozwiązać jakiś z góry określony problem.

Pamiętaj, to co przeczytałeś to “dowód anegdotyczny” i nie ma na celu zachęcenia Cię do powtórzenia tego eksperymentu. Autor robił to na własną odpowiedzialność i jak widać, miał w tym już doświadczenie

P.S Jeśli miałeś jakieś doświadczenie z psychodelikami (pozytywne lub negatywne) i chciałbyś się nim anonimowo podzielić to napisz proszę na kontakt@terapianowoczesna.pl Pozwala nam to wszystkim zyskać szerszą perspektywę na temat tego jak naprawdę to wygląda

5 2 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x