#relacja Sesja z sasafrasem i wspomnienia z dzieciństwa – doświadczenie Eweliny

Zastrzeżenie. To, co czytasz poniżej, to pojedyncza, subiektywna relacja – nie dowód skuteczności terapeutycznej ani rekomendacja. Publikuję ją niemal w oryginalnej formie, tak jak do mnie trafiła. Nie dlatego, że polecam substancje jako metodę – tylko dlatego, że pokazuje prawdziwy przebieg czyjegoś doświadczenia. U innej osoby, w innych okolicznościach, to samo mogłoby skończyć się poważną szkodą psychiczną. Dlatego pod tekstem znajdziesz mój komentarz. Piszę go z perspektywy kogoś, kto pomagał wielu osobom integrować takie doświadczenia.

Psychodeliki są w Polsce w większości nielegalne – nie zachęcam do ich używania. To nie jest porada medyczna ani psychiatryczna i nie zastępuje kontaktu ze specjalistą. Jeśli bierzesz leki, nigdy nie odstawiaj ich samodzielnie – rób to wyłącznie z lekarzem prowadzącym. Jeśli jesteś w kryzysie psychicznym, zadzwoń pod 116 123 (telefon zaufania dla dorosłych) albo skontaktuj się ze specjalistą, zanim rozważysz cokolwiek innego.

Opis

Cześć Mateusz.

Widziałam posta i postanowiłam się podzielić swoją historią. Brałam sasafras-safrol.

Przed zrobiłam medytację i poprosiłam o uwolnienie traum i tak też się stało.

Wszystko rozwijało się około 40 minut. Ego umilkło, myśli zniknęły, serce eksplodowało taką miłością, jakiej w życiu nie czułam. To było niesamowicie piękne. Czułam, jak otworzyło mi się serce.

Wizja rozpoczęła się od dziwnych błysków przed oczami i po chwili pokazał się obraz. Płynęła łódka, a na niej postać w kapeluszu z dziobem. Siedziała sama, była bardzo spokojna. Mijała mnie, a ja byłam czymś w powietrzu i wiem, że mnie nie widziała. Czułam to. A czym ja byłam? Nie mam pojęcia. Byłam tak jakby w miejscu. Ta istota jest mi bardzo znana, ale do dzisiaj nie mam pojęcia skąd.

W kolejnej wizji klękałam na ziemi. Byłam ubrana jakby w piżamę. W ziemi było wielkie ucho z dziurą. Wyglądało identycznie jak nasze uszy, ale było dużo większe. Wyciągałam z serca coś brudnego, jakby warkocze złogów. Proszono, abym wrzucała je do tej dziury w uchu. Jak skończyłam, pojawiła się woda i wlałam ją do serca. Płukałam je jak naczynie.

Nagle przeniosłam się w inne miejsce. Spojrzałam w dół i serce było całe obklejone spalenizną. Ktoś powiedział: „zobacz, jak pozwoliłaś je skrzywdzić”. Proszono, abym zdrapywała te zaschnięte czarne płaty i nagle było czyściutkie. Bardzo przy tym płakałam ze współczucia sobie samej.

Następnie pojawiali się ludzie, których znałam. Przyszedł dziadek i powiedział: „Nie musisz już spłacać długów za mnie”. Oddałam mu to wszystko i uwolniłam oddechem. Był tato, który mnie pobłogosławił. Była kierowniczka, która mnie mobbingowała i nie spodziewałam się jej tam, a jednak musiało jej zachowanie zaboleć. Przepraszała, a ja wybaczyłam i uwalniałam oddechem. Przyszło jeszcze kilku innych. Nie było to łatwe, ale to otwarte serce tak bardzo pomagało zrozumieć te wszystkie sytuacje. Czułam, że oceniam wszystko z poziomu miłości i zrozumienia.

To co było najbardziej poruszające, to mój poród. Widziałam, jak się rodzę. To było cesarskie cięcie. Wyciągnięto mnie z brzucha i czułam, jakby ktoś mnie odciął od źródła życia, od mamy. Była nieobecna, widziałam, że ma odwróconą głowę. Zabrali mnie gdzieś. Czułam panikę, strach, i rozerwanie. Jakby ktoś mnie wyrwał  na siłę. To było straszne. Chyba najstraszniejszy moment w moim życiu. Nie do opisania.

Nagle ktoś jakby cofnął te okoliczności i powiedział: „Pokażę Ci co dziecko powinno czuć, gdy zostaje wydane na świat”. Nagle obecność mamy wróciła, czułam jej oddech, ciepło, dotyk i przyciąganie jej serca. To nie była miłość, to było coś znacznie mocniejszego, taka jedność, więź energetyczna. Czułam się bezpiecznie i spokojnie. Myślę, że to był moment uzupełnienia tego braku, który miał miejsce wcześniej.

Po tym wszystkim zapytałam mamy, jakie miała znieczulenie, ponieważ w tych czasach kobieta przy cesarce jest obecna. Mama miała pełną narkozę, była odcięta.

Pisząc to, czuję tamten moment i wiem, że poród jest tak ważnym momentem dla dziecka. Zostawia ślad na całe życia.

Zadałam też pytanie. Kim jestem. Ktoś zaczął się śmiać. Pokazała mi się kuleczka energii: „Jesteś wszystkim”. Potem widziałam siebie, jak tańczę wysoko. Chyba to była jakaś przestrzeń kosmiczna. Czułam, jak uwolnienia się energia żeńska, w co była zaangażowana miednica. Bardzo mocno się aktywowała.

Był moment, że ciało mocno się trzęsło. Wiem, że to dobry znak, ponieważ uwalniały się emocje. Praktykuje czasem TRE. Totalnie się temu poddałam. Nie zawsze było to przyjemne, ponieważ czułam spięcia mięśni.

Widziałam też siebie jak jakąś szamankę, która wypowiadała dziwne słowa i gwizdała w taki zwierzęcy sposób. Rzeczywiście wypowiadałam to na głos. Świadomie zastanawiając się, co to może być. Nie wiem, co to było 😅. Coś jakby w innym, jakimś dzikim języku.

Podróż była coraz delikatniejsza, aż wróciła całkowicie. Trwało to około 2h. Byłam cała przepocona, ale też szczęśliwa. Czułam się, jakby ktoś mnie obrócił jak torbę pełną śmieci i wysypał wszystko, co było zbędne. Czułam się lekka jak nigdy. Miłość w sercu została jeszcze na kilka dni i do dnia dzisiejszego jestem całkowicie innym człowiekiem niż przed podróżą.

Moim wielkim marzeniem jest, aby ludzie mogli poczuć to, co ja poczułam w tej podróży.

Pozdrawiam 🤗

Ewelina

Mój komentarz

Autorka pisze o „sasafrasie” – w praktyce próbki tej substancji skonfiskowane do badań laboratoryjnych niemal zawsze zawierały MDMA lub jego pochodną. Nie wiadomo więc dokładnie, co dokładnie zażyła jednak opisy klientów też pokrywają się z działaniem MDMA więc w dalszej części będę odnosił sie do tej substancji.

Badania nad MDMA istnieją, głównie w kontekście terapii PTSD (nature.com). To, co dzieje się w tych badaniach, jest kategorialnie inne niż sesja opisana w tej relacji: uczestnik przechodzi przesiew psychiatryczny, dawka jest kontrolowana pod względem czystości i ilości, a w trakcie i po sesji towarzyszy przeszkolony terapeuta prowadzący ustaloną procedurę integracji.

Nie porównywałbym tego 1:1 do samodzielnych sesji lub sesji w kontekście grupowych ceremonii – choć substancja ta sama, setting robi dużą różnicę – oczywiście nie dewaluuje tutaj sesji poza kontekstem klinicznym (większość klientów z którymi pracuję nie brałą udziału w badaniach) jednak zwracam uwagę, bo łatwo na początku dokonać takiego skrótu myślowego.

Zwracam natomiast uwagę na coś uczciwego z perspektywy redukcji szkód: kilku moich klientów po sesjach z sasafrasem przeżyło coś, co można nazwać bad tripem – najczęściej wtedy, gdy organizatorzy zapewniali ich z góry, że podróż będzie lekka i przyjemna. Efektem bywało zaburzenie lękowe utrzymujące się długo po sesji. Przy substancjach psychodelicznych (także nieklasycznych, jak sasafras) zawsze warto zakładać najgorszy scenariusz, żeby się na niego przygotować – a skład każdej partii „sasafrasu” jest inny, więc efekty mogą być zupełnie inne niż w tej relacji.

Jeśli chcesz porozmawiać o integracji podobnego doświadczenia, jestem dostępny tutaj.

4.1 7 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x