W ostatnich tygodniach miałem zadziwiająco dużo spotkań z klientami, którzy przeżyli ciężkie doświadczenia psychodeliczne (przy stosunkowo niskiej dawce).
Pomimo, że dobrze radzili sobie pracując nawet nad głębokimi traumami, teraz czuli że ich to przerosło
Co zazwyczaj sprawia, że doświadczenie “wymyka się spod kontroli” nawet w teoretycznie bezpiecznych warunkach?
Zbytnia pewność siebie.
Kiedy ktoś przygotowuje się do pierwszego doświadczenia ma w sobie dużo pokory – nie wie czego się spodziewać.
Kiedy pracuję z takimi osobami, dodatkowo przygotowuję ich na “najgorszy scenariusz” przez co oni sami do tego doświadczenia podchodzą z dużym szacunkiem.
Dzięki temu, nawet jeśli doświadczenie jest bardzo trudne, są oni na to gotowi i wiedzą co robić. Ostatecznie wychodzą z tego z poczuciem, że było trudno ale dali radę.
Są też przypadki, gdzie cały trip jest bardzo pozytywny orbitując wokół wdzięczności, spokoju, pewności siebie, poczucia sensu.
W obu sytuacjach naturalne jest to, że może pojawić się przekonanie “ok, już wiem jak to działa”
O ile w przypadku większości substancji psychoaktywnych faktycznie to może mieć sens o tyle w kontekście psychodelików jest to coś czego należy się wystrzegać.
Ilość zmiennych która wpłynie na przebieg samego doświadczenia jest olbrzymia, a dawka jest tylko jedną z nich.
Oprócz tego równie ważny jest nastrój danego dnia, to co się wydarzyło w ostatnim czasie (i jak na nas wpłynęło), nad czym obecnie pracujemy (lub co pracuje nieświadomie w nas), otoczenie i nastawienie.
Co do tego ostatniego, zauważyłem, że osoby biorące “niższą niż zwykle” dawkę często doświadczają większych trudności podczas tripa przez to, że “oczekując” lekkiej podróży wpadają w panikę i zaczynają walczyć z “niespodziewanymi” trudnymi emocjami.
Efekt jest taki, że rozpoczyna to kołowrotek kolejnych trudnych myśli i emocji prowadzący do wniosku, że “zwariowałem” bądź “zostanie mi tak na zawsze. Skutkiem jest wtedy kilkugodzinny bad trip.
W co najmniej kilku przypadkach, takie niewinne doświadczenie skutkowało kilku/nastu tygodniowym:
-nasileniem irracjonalnego lęku
-natrętnymi myślami (”zwariowałem” “nigdy mi nie przejdzie” “jest coraz gorzej” “coś Ty zrobił”)
-problemami z koncentracją
-derealizacją
-napadami paniki
-płaczliwością
Mówię tu o osobach, które przed doświadczeniem nie doświadczały takich trudności
Co zrobić po trudnym doświadczeniu? Najlepiej umówić się jak najszybciej na spotkanie z osobą która zna się na terapii psychodelicznej aby wstępnie ocenić co się w ogóle stało i nie nakręcać dalej tej spirali. W kilku przypadkach pomocna była wizyta u psychiatry i doraźne zastosowanie leków.
Oprócz tego, po samym doświadczeniu koniecznie
- 1. Spisz trip raport, który uporządkuje to, co przeżyłeś. Pozwala to zyskać odpowiedni dystans do samego doświadczenia + podczas integracji ułatwia pracę z psychologiem
- 2. Zidentyfikuj czynniki, które sprawiły, że doświadczenie miało taki charakter. Czy było coś, co mogłeś zrobić lepiej? Czy Set&Setting było odpowiednie?
- 3. Nie czekaj, tylko skorzystaj z pomocy Jeśli czujesz, że objawy nie mijają, prawdopodobnie czas nie gra już na Twoją korzyść, a ty nieświadomie możesz te objawy pogłębiać (np poprzez kompulsje, izolacje od ludzi, nadmierne analizowanie każdej myśli)
- 4. Nadaj mu sens. Jaka nauka płynie z tego doświadczenia? Jaką prawdę o Tobie Ci to pokazało? Nad czym musisz popracować przed ewentualnym kolejnym doświadczeniem?
- 5. Zapamiętaj je jako ostrzeżenie przed tym aby ponownie nie popełnić tego samego błędu
Daj znać czy dodałbyś coś do tej listy?



