psychodeliki działanie terapia

Moje najsilniejsze doświadczenie z grzybami [trip raport]

Substancja/Substancje: Psylocybina

Mikrodawkowanie/Pełne dawki: Pełna dawka – 3g + 1.5g po 40 minutach. Łącznie 4.5g

Zdiagnozowane zaburzenie:

Który aspekt życia się polepszył (skasuj niepotrzebne): Wszystko 🙂

Kontakt do Ciebie: kontakt@terapianowoczesna.pl

Opis

Jeszcze krótka uwaga. NIE sugeruj się niczym co przeczytasz poniżej. Każde doświadczenie psychodeliczne jest na tyle unikalne, że praktycznie na pewno Twoje przebiegnie inaczej. Proces przygotowania każdej osoby, powinien przebiegać indywidualnie uwzględniając S&S oraz oczywiście osobę biorącą

Zacząłem od intencji. Był to pierwszy trip z wyższą dawką, od bardzo długiego czasu (grubo ponad rok). Wcześniejsze były pomniejsze, nastawione głównie na kontakt z naturą bądź refleksje nad jakimś wyzwaniem. Tym razem miało być inaczej.

Żeby nakreślić kontekst, byłem po naprawdę intensywnych kilkunastu miesiącach pod każdym względem. Dodatkowo byłem tydzień po odbyciu ważnej rozmowy w wyniku której kolejny rok miał obfitować w kolejne zmiany i wyzwania.

Aby określić intencje, na kilka dni przed tripem położyłem się z kartką i długopisem i zacząłem przelewać strumień świadomości na papier.

W głowie krążyło mi pytanie “o co mi naprawdę chodzi?” “czego potrzebuję?” “czego chciałbym się dowiedzieć?”

Zaczęły wyłaniać się z tego konkretne pytania, na jakie chciałbym znaleźć odpowiedź. Spisałem je na osobnej kartce

Po czym poznaje, że ten etap jest zrobiony właściwie? Że już po nim mam przebłyski tego co powinienem zmienić, co mnie blokuje, czego chcę itp. Trip staje się pogłębieniem tego procesu.

Trip planowałem w sobotę, więc cały tydzień zaplanowałem sobie tak, że już w piątek po południu miałem zrobione wszystkie rzeczy z tego tygodnia, sobotę całą wolną, niedzielę również. Skalibrowałem sobie też tak plan treningowy abym przed doświadczeniem w sobotę miał stosunkowo lekki trening na siłowni. Zawsze fajnie oczyszcza mi to głowę i pozwala na lepszy kontakt z samym sobą.

Nadeszła sobota, poszedłem na trening na którym szczególnie w takie dni staram się bardzo uważnie robić każde ćwiczenie tak, aby jak najlepiej poczuć swoje ciało. Daje mi to dodatkowe poczucie, że zauważam emocje przed doświadczeniem (lęk, podekscytowanie, zaciekawienie), jednak nie daje im się przytłoczyć. Robię swoje.

Wracając do domu czułem narastające napięcie.

Przygotowałem 3g grzybów (+1,5g w zapasie), zalałem sokiem z cytryny i wziąłem prysznic. Przygotowałem również wodę, trochę owoców, kartkę i długopis oraz wcześniej zapisaną kartkę z moimi pytaniami.

Wypiłem wywar (nienawidzę smaku grzybów) po czym zasłoniłem okno, przygotowałem opaskę, włączyłem muzykę i zacząłem czekać. Po kilku minutach zacząłem zrzucać jeszcze myśli na papier, chciałem podejść do doświadczenia z maksymalnie czystą głową.

Po około 20 minutach czułem, że mogę coraz głębiej wchodzić w swoje myśli, do tego zaczynałem czuć się bardzo “tu i teraz”. Zależnie od tego o czym myślałem, to coraz wyraźniej widziałem z jakimi emocjami ta myśl się wiąże, ponieważ doświadczałem tych emocji właśnie w tym momencie, tak jakby nie było niczego więcej.

Założyłem wcześniej przygotowaną opaskę, słuchawki i położyłem się. Zaczęła się część właściwa doświadczenia

Po zamknięciu oczu od razu zobaczyłem “charakterystyczne” wzorki które tańczyły w rytm muzyki. Osobiście bardziej od obrazów interesują mnie emocje także przekierowałem uwagę właśnie na nie. Czułem odprężenie i zaciekawienie tym co czeka mnie dalej. Pozwalałem więc im być.

Po chwili moje myśli zaczęły krążyć wokół jednego z tematów, który od około dwóch tygodni nie dawał mi spokoju generując dużo “złego” stresu i napięcia. Słowo “złe” dałem w cudzysłów, ponieważ tak identyfikuje emocje które są wynikiem tego, że w sposób nieprawidłowy zacząłem coś postrzegać przez co doświadczam niepotrzebnego “cierpienia”.

Moim celem jest więc zmienić perspektywę na tyle aby wyzwanie to było stresujące ale w sposób pozytywny.

W tym momencie jednak zacząłem nurzać się w tych negatywnych emocjach, pozwalałem im być i spokojnie się im przyglądałem.

Pomyślałem sobie, że to jest konsekwencja kiedy za bardzo zaczynam skupiać się na oczekiwaniach wobec mnie, zamiast na tym czego ja potrzebuję. Emocje były coraz silniejsze, przebijając juz granicę komfortu jednak po prostu je przepuszczałem. Zacząłem zadawać sobie pytania “jak ja sobie to zrobiłem? “w jaki spsoób wpadłem w tę pułapkę? Kiedy dałem się w to wciągnąć? “co nie pozwala mi pójść dalej?”.

Zaczęły pojawiać się pierwsze odpowiedzi

W tym momencie lekko wróciłem na ziemię i zacząłem zastanawiać się jaka jest moc doświadczenia. Pomimo, że wziąłem 3g (DLA MNIE to dużo) to czułem, że dzisiaj jest potencjał na więcej. Po otwarciu oczu praktycznie nie było efektów wizualnych, więc dorzuciłem jeszcze 1,5g po czym wróciłem do łóżka.

Po założeniu słuchawek nie pojawiło się nic nowego. Ba, zacząłem wręcz czuć się normalnie.

Tak, po 3 gramach zacząłem czuć się “zwyczajnie”. Ba wręcz zacząłem się “nudzić”. Zaczęły pojawiać mi się myśli aby dostarczyć sobie jakichś bodźców. Jedzenie? Film? Spacer? Inna muzyka?

“Zaraz zaraz! Co to znaczy normalnie? Co to znaczy “nudzić”? Czym to właściwie jest? Co ja NAPRAWDĘ czuję?”

W tym momencie zauważyłem napięcie skumulowane w brzuchu i niemal natychmiast zacząłem zapadać się sam w siebie.

Pojawił się ogromny smutek i współczucie do samego siebie. Bardzo dużo ostatnio pracowałem, dużo mnie to kosztowało. Czekałem na grudzień z wytęsknieniem. Mimo to kiedy pojawiła się “okazja” to z niej skorzystałem, przez co dwóch tygodni wolnego nie poświęcę w pełni na odpoczynek

Ale zaraz, czy w takim razie ta decyzja była zła?

Nie, teraz z tego poziomu świadomości czuję, że była dobra, że warto było ją podjąć. Skąd więc smutek i współczucie? Ponieważ po prostu, po ludzku jest mi żal, za utraconą wizją wolnego i odsunięciem swoich potrzeb w czasie.

Doszło do mnie, że część mnie ma prawo po prostu czuć żal i moim celem jest go przeżyć aby został przepracowany. Doszło do mnie, że to że podejmuję decyzję spójną ze mną zawsze powoduje, że jakaś część mnie może poczuć się zawiedziona, oszukana, opuszczona. Zauważyłem ją, uznałem i obiecałem, że zajmę się nią tak szybko jak to możliwe.

Oprócz tego, pomimo, że nie będzie pełnego wypoczynku, to zacząłem zastanawiać się czy to naprawdę chodzi o “nic nie robienie”? Nie. Chodziło o doświadczenie czegoś nowego, a w moim przypadku “nic nie robienie” jest właśnie czymś nowym.

Ale skoro będę coś robił, to może robiąc to też, mogę zaspokoić potrzebę doświadczenia czegoś nowego? Tak! Mogę przez tydzień pracować ale zupełnie inaczej niż zwykle. Czego zawsze chciałem spróbować? “Pracy głębokiej”! Od razu poczułem jak część mnie, wcześniej rozżalona i smutna zaczyna podskakiwać z radości. Udało mi się zintegrować obie wartości. Napięcie zaczęło ze mnie schodzić.

Czułem, że ląduje. Byłem bardzo zmęczony pomimo, że trwało to może z 20minut. Poczułem, że mam mokrą twarz, a więc płakałem.

Ponownie zadałem sobie pytanie “Co teraz czuję?”

Ponownie poczułem, że się zapadam tym razem zatrzymując się na “stresie, presji, niechęci, zakleszczeniu, bylejakości” związanej z projektem który mnie czekał. Czułem się wewnętrznie brudny i spięty. Zacząłem w głowie rzucać przekleństwa i obelgi wobec samego siebie. Do tego cała masa myśli typu “Po co się zgodziłeś?” “To jest totalnie bez sensu!” “Stracisz czas, energię a ostatecznie i tak sie ośmieszysz”.

Potraktowałem to ponownie jako uświadomienie sobie konsekwencji sytuacji kiedy odchodzę od kontaktu z samym sobą i godzę się na coś pod wpływem presji chwili, bez głębszego przemyślenia. Pomimo bardzo dużego dyskomfortu oglądałem to z ciekawością.

Ponownie zadałem sobie pytanie z pierwszej części tripa “jak ja sobie to zrobiłem? “w jaki sposób wpadłem w tę pułapkę? Kiedy dałem się w to wciągnąć? “co nie pozwala mi pójść dalej” jednak odpowiedzi, które uzyskiwałem wcześniej czułem, że prowadzą do nikąd. Logiczny umysł cały czas wpadał w ślepe uliczki. Po kilkudziesięciu razach poczułem chęć aby się z tego projektu wycofać. Pojawiła się lekka ulga, przyjrzałem się jej i poczułem, że to też ślepa uliczka.

A co jeśli całkowicie puszczę kontrolę?

Zacząłem coraz bardziej zapadać się w te negatywne emocje i kiedy poczułem, że niżej się już nie da zacząłem zastanawiać się jak chciałbym się w tym przypadku czuć. Poczułem, że chcę poczuć się jak przewodnik który wprowadza kogoś do nieznanego, niebezpiecznego świata po czym przeprowadza go przez niego bezpiecznie ucząc go panujących tu zasad, po czym wręcza mu narzędzia i puszcza dalej w świat. Poczułem ogromną ulgę i poczucie spójności. Tak chcę czuć się na końcu tego projektu!

Kiedy złapałem to uczucie zadałem sobie pytania “co mnie blokuje abym tak się czuł? jak powinieniem do tego podejść? co zbliży mnie do tego odczucia?” Pojawiły się kolejne odpowiedzi, jednak kiedy próbowałem “logicznie” je zrozumieć ponownie zaczynałem się gubić.

Przeszła mi przez głowę myśl, że o ile przy niższych dawkach mój standardowy sposób myślenia zostaje rozluźniony (ale cały czas jest!) o tyle prawdopodobnie teraz jestem tak głęboko, że logiczny umysł nie jest w stanie tutaj łączyć kropek. Pierwszy raz naprawdę puściłem kontrolę

Postanowiłem, że zakotwiczę się na odczuciu o jakie mi chodzi, po czym kiedy zacznę się wynurzać muszę tylko “pilnować” aby nie zgubić go po drodze.

Brzmi to abstrakcyjnie ale jak inaczej może brzmieć raport z samej głębi swojej psychiki? 🙂

Po jakimś czasie ponownie zacząłem “trzeźwieć” i wtedy cały czas w świadomości trzymając to odczucie zaczęły wpadać do głowy konkretne pomysły. Nie zapisywałem ich, nie chciałem przerywać doświadczenia.

Po raz któryś znowu poczułem się trzeźwy, a do tego POTWORNIE zmęczony. Pomimo, że była godzina 11 rano, miałem wrażenie, że jedyne czego chcę to iść spać.

“Niestety” po chwili ulgi pojawiło się kolejne napięcie w ciele. Ponownie zacząłem mu się przyglądać i ponownie zostałem wrzucony w otchłań.

Tym razem przeważało dużo smutku i tęsknoty. Doszło do mnie, że odkąd skończyłem liceum zmieniłem się diametralnie pod każdym względem, a pewne relacje dalej pozostały takie same. Mam tutaj na myśli, że “odstawały” znacznie od tego kim aktualnie jestem i dokąd zmierzam, przez co “były bo były” ale nie angażowałem się w nie w pełni.

Najbardziej bolesne było w tym to, że wyglądało to tak ponieważ to ja nie wykazałem inicjatywy aby to zmienić, wygodniej było się zdystansować. Osoby które tutaj się pojawiły nie zasługiwały na to żeby je odstawić, a mimo to zrobiłem to.

Ponownie zalała mnie fala smutku i żalu, pojawiło się dużo łez. Poczułem, że z każdą z tych osób spróbuję odbudować relacje na tyle na ile to możliwe, a żeby do tego doszło muszę nauczyć się być przy nich w 100% sobą oraz wyjaśnić parę przykrych sytuacji z przeszłości.

Będzie to wiązało się z bardzo trudnymi rozmowami ale poczułem, że to jedyna szansa. Tutaj pojawił mi się ważny wgląd. Nie wiem jak oni na to zareagują, ale muszę zrobić to dla siebie. Nawet jeśli nie uda się tych relacji odbudować to chcę mieć poczucie, że ze swojej strony zrobiłem tyle ile mogłem.

Nagle zaczęło ściągać mnie jeszcze głębiej. Tego się nie spodziewałem.

Ogarnęła mnie niesamowita samotność. Prawdopodobnie uruchomił to poprzedni wgląd kiedy uświadomiłem sobie, że nie mam wpływu na inne osoby, ani nie mam dostępu do tego co one myślą, a cała sztuka życia polega na rozumieniu tego co dzieje się we mnie bo to jedyna rzecz do której mam stały dostęp.

Ten wgląd pojawia się u mnie stosunkowo często. Po pierwsze dlatego, że tak się składa, że zazwyczaj przez życie idę “swoją ścieżką” dlatego nie bardzo mam się kogo poradzić albo kim się inspirować. Po drugie dlatego, że to uczucie jest wbudowane w istotę bycia człowiekiem. Nie znam absolutnie nikogo kto czasem nie miałby poczucia, że “jest sam” bądź nie czuł się niezrozumiany. Jest to tak powszechne, że do tego odczucia podchodzę już jak do “kiedyś to było” na wspomnienie przeszłości.

W obu tych przypadkach szybko doszedłem do wniosku (jak zawsze w przypadku tego rodzaju “samotności”), że jest to zupełnie naturalne odczucie i pozostaje mi je zaakceptować.

Momentalnie poczułem ulgę. Wynurzając się jeszcze zastanowiłem się tylko, czy mogę coś zrobić aby ewentualnie zmniejszyć to odczucie i jedyne co mi się pojawiło to aby częściej mówić o tym co czuję, bo to jedyny sposób aby “druga osoba” mogła mnie zrozumieć i się do mnie zbliżyć.

W międzyczasie takich wynurzeń i zanurzeń było kilka, jednak nie jestem w stanie ich opisać słowami, oprócz tego ostatniego

Ponowne wynurzenie, tym razem już byłem przekonany, że to koniec.

Jednak zaraz po tym poczułem ogromne wzruszenie i ponownie łzy płynące mi po policzkach.

Nagle poczułem ogromną wdzięczność za wszystko co mi się przydarzyło. Poczułem swoje ciało, które dziś trenowałem na siłowni. Zauważyłem jak ogromnie zmieniła się moja relacja z ciałem, które przestałem traktować jak narzędzie do zaspokajania ego, a jak współtowarzysza o którego muszę dbać, a wtedy ono będzie dbało o mnie.

Oprócz tego pojawiło się kilka stopklatek z tego roku – praca w gabinecie, wyjazd rowerami wokół Tatr, Spartan Ultra, premiera Kompendium i zaufanie jakim zostałem obdarzony, twarze członków rodziny i coś co mnie rozkleiło całkowicie czyli… wczorajsza wizyta w supermarkecie z moją dziewczyną.

Dzień wcześniej kiedy wracaliśmy razem z Biedronki obładowani zakupami powiedziałem pół żartem-pół serio “tak się buduje relacje” i teraz doszło do mnie, że to właśnie z tak małych rzeczy składa się nasza rzeczywistość, które teraz zdarza nam się ignorować, a po latach z nostalgią dalibyśmy wszystko aby ponownie móc je przeżyć. Podczas tego wglądu płakałem praktycznie cały czas, ale był to płacz typowo związany z wyrażaniem pozytywnych emocji, niesamowicie przyjemny i oczyszczający.

Wniosek jaki z tego wyciągnąłem to coś o czym rozmawiałem tydzień wcześniej z jednym z klientów-aby świadomie kierować uwagę na tu i teraz, SZCZEGÓLNIE podczas przyziemnych chwil.

Po ostatnim wynurzeniu ewidentnie poczułem, że to już koniec. Byłem totalnie wyczerpany. Wiedziałem, że doświadczyłem bardzo dużo, jednak wiedziałem też, że jestem w takim stanie, że nie jestem w stanie teraz nijak tego poukładać

Popatrzyłem na zegarek – mineło około 4 godzin od momentu kiedy poczułem pierwsze efekty. Postanowiłem zjeść owoce i napić się wody. Ewidentnie byłem lekko odwodniony. Resztę dnia poświęciłem na odpoczynek i powolne dochodzenie do siebie. Kolejnego dnia zaraz po pobudce zaparzyłem sobie yerba mate, spisałem trip raport oraz wszystkie wglądy po czym od razu zmieniłem to na zadania do wykonania.

Z ciekawych obserwacji to po tripie pod wieczór bardzo bolała mnie głowa, dwie tabletki ibupromu nic nie dały. Rano kiedy się obudziłem POTWORNIE bolał mnie kark. Dziewczyna musiała mi 4x go masować, a ja za każdym razem zwijałem się z bólu. Prawdopodobnie to przez ilość napięć jaka przeze mnie przeszła podczas tripa.

Całą niedziele czułem się potwornie zmęczony i pusty w środku – właśnie dlatego staram się aby dzień po był dniem luźnym. W poniedziałek wszystko wróciło do normy, a ja wziąłem się za prawdziwą integracje czyli konkretne działania

Kilka dodatkowych obserwacji

  • do tej pory miarą “siły” tripa była ilość myśli w mojej głowie. Czasem było ich tak dużo, że czułem się jakbym jechał kolejką górską z prędkością światła jednocześnie analizując każdą z nich. Teraz praktycznie tego nie było. Myśli subiektywnie płynęły chyba nawet wolniej niż na trzeźwo, były bardzo ze sobą powiązane za to ładunek emocjonalny był POTĘŻNY
  • akceptacja to klucz. pomimo ogromnej ilości emocji i dużej sinusoidy, wszystko to przeżyłem stosunkowo komfortowo właśnie dlatego, że cały czas byłem otwarty na wszystko czego doświadczam. płacz, wdzięczność, lęk, bliskość, samotność? to wszystko to tylko informacja, aby ją zrozumieć muszę przyjąć emocje
  • ciągła ciekawość i tego co we mnie się dzieje pozwoliła mi wejść bardzo głęboko. gdybym się rozproszył na początku, kiedy czułem się “normalnie” prawdopodobnie moc doświadczenia zostałaby zmarnowana na dostarczaniu sobie bodźców zewnętrznych, co oczywiście również jest fajne, jednak tutaj był potencjał na o wiele więcej

Przy którymś z wglądów doszło do mnie, że koncepcja terapeutyczna mówiąca, że cały czas trzeba kopać w przeszłości aby zrozumieć teraźniejszość nie jest według mnie uniwersalna. Oczywiście każdy ma coś do przepracowania ale czy to znaczy, że kiedy przepracujemy przeszłość to wszystko się ułoży? Czy mimo wszystko później pójdzie coś nie tak, to będzie znak, że czegoś nie przepracowaliśmy? Nie do końca mi to pasowało.

Wielokrotnie na poprzednich tripach cofając się do przeszłości dochodziłem do wniosku, że już “nic tu nie ma” i faktycznie nie było, więc zrezygnowałem z dużych dawek, jak widać niesłusznie. Co więc tutaj się zadziało?

Jest to grubsza hipoteza, nad którą będę chciał jeszcze pomyśleć ale pokrótce, według mnie bez względu na to ile masz w życiu przepracowane, Twoje życie cały czas posuwa się do przodu, a Ty doświadczasz nowych rzeczy i stajesz przed nowymi wyzwaniami. Oczywiste jest, że będziesz popełniał błędy i będziesz doświadczał również przykrych (czasem bardzo) momentów.

W idealnym świecie każdemu takiemu wydarzeniu przyjrzałbyś się po czasie, przeanalizował jak ono na Ciebie wpłynęło, co po sobie zostawiło, dlaczego zachowałeś się tak, a nie inaczej po czym wyciągnąłbyś wnioski i poszedł dalej.

Niestety nie żyjemy w idealnym świecie i ilość rzeczy która nas spotyka jest tak duża, że szybko zapominamy o takich wydarzeniach i albo je “ignorujemy” albo zaczynamy je sobie jakoś tłumaczyć budując nowe przekonania na temat świata.

Mijają tygodnie, miesiące, lata a te wydarzenia jak efekt motyla generują kolejne sytuacje, emocje, przekonania a my w końcu budzimy się w miejscu w którym nie chcieliśmy być. Próbujemy wyjść z tej sytuacji jednak gubimy się coraz bardziej ponieważ na przykład opieramy się na przekonaniach które same w sobie są źródłem naszych problemów. Co teraz?

Kiedyś usłyszałem, że jeśli ręka źle się zrośnie to jedyny sposób to złamać ją na nowo i pilnować aby zrosła się prawidłowo. Celem doświadczenia psychodelicznego w takim przypadku może być “złamanie” skostniałego sposobu myślenia, przepracowania emocji, skorygowanie sposobu myślenia oraz zrośnięcie się tego w taki sposób aby nasz nowy “mindset” był spójny z nami.

Właśnie tego doświadczyłem na tym tripie, a szczególnie w tych momentach kiedy już nie byłem w stanie logicznie myśleć. Mój sposób myślenia był chwilowo zdekonstruowany, a moim celem było tylko pilnować aby proces zrastania szedł w odpowiednim kierunku i właśnie po to była mi wtedy emocjonalna kotwica.

Podsumowując, ten trip pokazał mi przede wszystkim jak pomimo ponad 10 lat doświadczenia dalej mało wiem o sobie oraz o tym jak działają psychodeliki.

Widzę jednak, że im jestem starszy tym łatwiej podchodzić mi do swojego “sposobu myślenia” jak do narzędzia, które mogę zmienić jeśli przestaje mi służyć. Byłem też dumny z tego, że w pewnym momencie byłem w stanie puścić kontrolę i po prostu zaufać sobie, że uda mi się całe doświadczenie ostatecznie obrócić na swoją korzyść. Na końcu byłem pod wrażeniem poziomu “akceptacji” jaki udało mi się uzyskać, a efekt jaki dzięki temu miałem utwierdził mnie w przekonaniu aby to samo podejście stosować do emocji doświadczanych na co dzień.

Ból to nieodłączny element bycia człowiekiem, cierpienie to coś co robimy sobie sami próbując tego bólu się pozbyć lub przed nim uciec.

P.S Ty też możesz podzielić się z innymi (również anonimowo) swoją relacją. Po prostu napisz co dały Ci psychodeliki i wyślij na kontakt@terapianowoczesna.pl

Jest to ogromne źródło doświadczeń dla innych osób

5 5 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x