#relacja Mikrodawkowanie na zakręcie życia

Zastrzeżenie. To, co czytasz poniżej, to pojedyncza, subiektywna relacja – nie dowód skuteczności terapeutycznej ani rekomendacja. Publikuję ją niemal w oryginalnej formie, tak jak do mnie trafiła. Nie dlatego, że polecam substancje jako metodę – tylko dlatego, że pokazuje prawdziwy przebieg czyjegoś doświadczenia. U innej osoby, w innych okolicznościach, to samo mogłoby skończyć się poważną szkodą psychiczną. Dlatego pod tekstem znajdziesz mój komentarz. Piszę go z perspektywy kogoś, kto pomagał wielu osobom integrować takie doświadczenia.

Psychodeliki są w Polsce w większości nielegalne – nie zachęcam do ich używania. To nie jest porada medyczna ani psychiatryczna i nie zastępuje kontaktu ze specjalistą. Jeśli bierzesz leki, nigdy nie odstawiaj ich samodzielnie – rób to wyłącznie z lekarzem prowadzącym. Jeśli jesteś w kryzysie psychicznym, zadzwoń pod 116 123 (telefon zaufania dla dorosłych) albo skontaktuj się ze specjalistą, zanim rozważysz cokolwiek innego.

Opis

Mikrodawkowaniem zainteresowałam się w kontekście przetrwania ciężkiego czasu, jakim jest dla mnie rozpad małżeństwa (mikrodawkuje od czerwca, co drugi dzień).

Najpierw przeczytałam wszystko co się da o mikro, następnie teorie wykorzystałam w praktyce.

W tym samym czasie zapisałam się na jogę, która mi bardzo pomaga wyciszyć się emocjonalnie. W połączeniu z psychodelikiem, w tak subtelnej ilości, te spotkania są dla mnie czymś niezwykłym, raz że moja wytrzymałość jest większa na treningach jogi, dwa o wiele łatwiej mi się poddać medytacji czy skupić na dźwiękach gongów i oddać całą siebie w tę praktykę.

Z osoby, która nie mogła spać, nie mogła jeść, bo byłam niewierzącym w siebie kłębkiem nerwów, stałam się wyprostowaną, pewną siebie, zdrowo odżywiającą się kobietą.

Niesamowicie rozkwitłam.

Mam wrażenie, że nigdy nie czułam się tak dobrze. Potrafię tańczyć do muzyki w domu i się tym cieszyć w najlepsze, cieszę się gdy jadę na rowerze i czuję promienie słońca na mojej skórze, to niezwykłe!

Jestem o wiele bardziej spokojna, nie emocjonuje się już tak w pracy, relacje z ludźmi mi się poprawiły, ale przede wszystkim poprawiła mi się relacja z samą sobą. Zrozumiałam, że ja też jestem ważna, muszę o siebie dbać, znajdować czas tylko dla siebie. 

Trzy lata wcześniej chodziłam do psychoterapeuty, zdiagnozowano u mnie depresję, myślałam, że po jej skończeniu depresja po prostu zniknęła, nic bardziej mylnego, dopiero teraz czuję, że żyję! 

Dzięki wielkie za Twoją odwagę, gdyby nie Twój blog to nie wiem gdzie bym była teraz! 😀 

Pozdrawiam 

Mój komentarz

Ważne jest jedno zdanie w tej relacji, które łatwo przeczytać opacznie: że dopiero teraz „naprawdę” zadziałało, a psychoterapia sprzed lat „nie zadziałała”.

Z tego, co widzę w pracy z klientami, to rzadko jest kwestia jednej metody, która w końcu „zadziałała”. Praca terapeutyczna sprzed lat mogła dać fundament – większą samoświadomość, język na nazywanie emocji, umiejętność proszenia o pomoc – z którego ta osoba korzysta teraz, przy zupełnie innym kryzysie (rozpad małżeństwa), z inną strategią (mikrodawkowanie, joga, więcej czasu dla siebie). To nie jest dowód na wyższość jednej metody nad drugą.


W innych okolicznościach ta sama strategia może się skończyć inaczej.

Mikrodawkowanie w trakcie ostrego kryzysu życiowego (rozstanie, żałoba, utrata pracy) bywa sposobem na obejście trudnych emocji zamiast ich przepracowania – u kogoś bez takiego zaplecza (terapia, ruch, wsparcie bliskich) to samo doświadczenie może pogłębić destabilizację zamiast jej ulżyć.

Jeśli przechodzisz przez podobny rozpad czegoś ważnego i szukasz sposobu, żeby to przetrwać – chętnie pomogę to poukładać, niezależnie od tego, czy substancje są częścią Twojej historii, czy nie.

5 3 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Piotr
Piotr
1 rok temu

Czy Autorka dalej stostuje mikrodawki?

1
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x