Zastrzeżenie. To, co czytasz poniżej, to pojedyncza, subiektywna relacja – nie dowód skuteczności terapeutycznej ani rekomendacja. Publikuję ją niemal w oryginalnej formie, tak jak do mnie trafiła. Nie dlatego, że polecam substancje jako metodę – tylko dlatego, że pokazuje prawdziwy przebieg czyjegoś doświadczenia. U innej osoby, w innych okolicznościach, to samo mogłoby skończyć się poważną szkodą psychiczną. Dlatego pod tekstem znajdziesz mój komentarz. Piszę go z perspektywy psychologa, który pomagał wielu osobom integrować takie doświadczenia.
Psychodeliki są w Polsce w większości nielegalne – nie zachęcam do ich używania. To nie jest porada medyczna ani psychiatryczna i nie zastępuje kontaktu ze specjalistą. Jeśli bierzesz leki, nigdy nie odstawiaj ich samodzielnie – rób to wyłącznie z lekarzem prowadzącym. Jeśli jesteś w kryzysie psychicznym, zadzwoń pod 116 123 (telefon zaufania dla dorosłych) albo skontaktuj się ze specjalistą, zanim rozważysz cokolwiek innego.
Relacja
Chciałem się podzielić, dziś w dużym skrócie tym, co przeżyłem przez, albo według mnie dzięki psylocybinie.
Pierwsze i chyba dość istotne jest to, że jestem uzależniony od narkotyków. Moim drugim uzależnieniem zdaje się być alkohol
Straciłem przed pandemią firmę, a pandemia dobiła mi resztę tego, co miałem. Załamałem się. Nie mogłem z tego wyjść a alko I dragi pogłębiały schemat.
Psylocybinę znalazłem jakieś dwa lata temu, kiedy byłem w głębokiej depresji.
Grzyby uratowały mi życie. Pozwoliły po długim czasie na antydepresantach odstawić chemię. Nagle polepszyło mi się. W końcu bez tabletek zacząłem normalnie żyć, myśleć, uśmiechać się i normalnie spać.
Co prawda to efekt „tylko” mikrodawkowania, ale dla mnie aż, bo mi to mikro uratowało życie.
Alkohol przestał być niezbędny. W ogóle nie miałem ochoty po niego sięgać. Niestety z narkotykami nie było tak łatwo. Do dziś mam z nimi olbrzymi problem. Stres, nerwy, czy ciężkie zdarzenia potrafią mi odpalić zło, które we mnie siedzi do dziś. Psylocybina jest wspaniała, ale nie jest to cudowna pigułką, która naprawia problemy.
Bad Trip? Uważam, że w moim życiu nie spotkało mnie nic lepszego.
Całkiem niedawno, kilka miesięcy temu, przygotowałem sobie tripa.
Wiedziałem, że to bardzo ciężki czas w moim życiu. Straciłem wszystko, co miałem. Zostałem z olbrzymimi długami, bez pracy, bez kasy, bez planu, z blokadami społecznymi, izolowaniem się od ludzi i rozpadającym związkiem.
Na końcu moich sił psychicznych pomogłem w finansowaniu domu mojej (byłej już) narzeczonej, która postanowiła go wyremontować sama i odejść, stawiając dobra materialne i pieniądze ponad ludzi i zdrowie.
Ten Trip był okropnym doświadczeniem, ale to on uświadomił mi jak jestem manipulowany. Płakałem całą noc.
Cała noc chodziłem po mieszkaniu, nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Zamykając oczy miałem wizję, nie mogłem zasnąć, a jak zdawało mi się że przysypiam to wstawałem po kurewsko ciężkich wizjach i przemyśleniach.
Przeżyłem własną śmieć i narodziny, spotkałem się z moją ukochaną babcią, która w zeszłym roku odeszła. Rozmawiałem z nią długo, doświadczyłem tak ciężkich uczuć, że nie potrafię tego opisać. To był kurewski BadTrip w trakcie którego nie mogłem opanować wodospadu łez, ale dzięki temu uświadomiłem sobie rzeczy, które miały i mają wpływ na moje życie do dziś.
To był przełomowy moment w moim życiu, tak bardzo, że do dziś ciarki mi przechodzą, jak o tym myślę, ale wiem, że to było wspaniałe. Wtedy wszystko się zmieniło, wtedy zrozumiałem co zrobiłem źle i co muszę zrobić…i zrobiłem.
Dochodziłem do siebie po tym doświadczeniu około tygodnia nie mogąc uwierzyć w to, co widziałem i w jaki sposób to trafiło do mojej głowy. Jakby nagle wszystkie puzzle same się ułożyły, nitki się połączyły i wszystko stałe się jasne i oczywiste. Zacząłem dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie widziałem.
Poziom świadomości, odczucia zrozumienie i samoświadomość duchowa jaka znalazłem z tym tripem jest nie do opisania. Kosztowało mnie to bardzo dużo, ale było warto. To nie badtrip jest zły.
Jeśli ktoś oczekuje efektu euforycznego i cudownych rozwiązań, to nie wyciąga stosownych wniosków. Mógłbym opowiedzieć jeszcze dużo więcej, o tym, z czym się musiałem zderzyć, by być w miejscu, w którym teraz jestem jednak zrobię to dopiero za jakiś czas, kiedy wszystko się ułoży
Piotrek
Mój komentarz
Powyższy opis, pomimo że zakończony (na razie) pozytywnie, nie jest przykładem standardowego terapeutycznego użycia substancji. W przypadku tak ciężkich przeżyć, gdzie dodatkowo ktoś przyjmuje psychodelik sam, bez wsparcia psychologicznego, ten sam bad trip mógłby doprowadzić do ataków paniki, derealizacji lub nawet epizodów psychotycznych. Jest to według mnie stąpanie po dość kruchym lodzie i wiele razy zdarzało mi się integrować takie doświadczenia.
Szczególnie dużo problemów wynika z nagłego odstawienia leków bez konsultacji z lekarzem – często może się wydawać, że leki już nie działają (bo człowiek się do nich przyzwyczaił, a one same ustabilizowały jego stan), a przy nagłym odstawieniu, oprócz zespołu odstawiennego, może pojawić się nagły powrót objawów. Polecam skonsultować się z lekarzem.
Jeśli jesteś w podobnym stanie jak autor – polecam najpierw przynajmniej się ustabilizować i rozważyć współpracę z psychologiem. To właśnie na tym etapie – kiedy ktoś już przeżył coś trudnego i próbuje to poukładać – najczęściej pracuję z ludźmi w ramach integracji doświadczeń psychodelicznych.



![Psylocybina w terapii: Rewolucja w leczeniu depresji czy niebezpieczny trend? Wszystko co chciałeś wiedzieć o magicznych grzybach [działanie, badania, skuteczność, efekty] terapia psychodeliczna psylocybiną](https://terapianowoczesna.pl/wp-content/uploads/2024/10/okladka-blog-2-150x150.png)



brawo dla Ciebie <3 Polecam zgłębić temat mikrodawkowania Amanity Muscarii. Mi bardzo pomogły razem z psylocybinką.