Koniec ściemy! Obalam mity na temat psychodelików

Pisząc te słowa, czuję dyskomfort. Psychodeliki znam od strony praktycznej. Po latach testowania różnych substancji, jestem przekonany o ich bezpieczeństwie pod względem psychicznym jak i fizycznym. Czasem słyszałem, jak ktoś opowiada o tym, że można od nich oszaleć, ugotować dziecko w piekarniku czy wyskoczyć przez balkon. Byłem przekonany, że żartuje i zaraz wszyscy wybuchniemy śmiechem. Niestety śmiałem się tylko ja. I to do momentu, kiedy zauważałem, że wszyscy się na mnie dziwnie patrzą.

Czytając komentarze, jak i dostając prywatne wiadomości, oświeciło mnie. Większość społeczeństwa ma psychodeliczne doświadczenie jeszcze przed sobą i w ich głowie jest wiele obaw. Z lekkim zażenowaniem (mam wrażenie jakbym próbował udowadniać kulistość Ziemi) zabieram się za opisanie psychodelików z drugiej, nieco innej strony niż w poprzednim artykule [link]

Czego wciąż się boisz?

Psychodeliki nie są i nigdy nie były dla wszystkich. Jeśli jednak nawet nie należysz do „grupy ryzyka” a dalej masz ochotę spróbować, to prawdopodobnie z tyłu z głowy dalej masz pewne obawy. Artykuł ten będzie niejako przeciwwagą dla poprzedniego. Pokażę, jak w praktyce wygląda doświadczenie psychodeliczne u przeciętnego, zdrowego psychicznie człowieka.

Zanim zaczniemy, jeszcze jedno.

Po pierwsze, zaakceptuj strach i pielęgnuj ostrożność. To drugie u niektórych po czasie staje się niestety towarem deficytowym.

Jeśli kiedykolwiek interesowałeś się świadomie narkotykami, na pewno znasz ten wykres

Ranking szkodliwości narkotyków. Prawdopodobnie najczęściej wykorzystywany w tej części internetu

LSD i grzyby na samym końcu, alkohol w czołówce. Więc dlaczego na myśl o LSD odczuwasz ciągle swego rodzaju niepokój, a na myśl o alkoholu prawdopodobnie miłe, przyjemne skojarzenia? Bo jesteś tylko człowiekiem i czy ci się to podoba czy nie, jesteś efektem programowania społecznego, w środowisku w którym żyjesz.

Popatrz na to

“…może skutkować ostrym nieżytem żołądka, a nawet prowadzić do groźnego krwotocznego zapalenia żołądka.  Działa niszcząco również na wątrobę, początkowo powodując jej odwracalne stłuszczenie, a po wielu latach nieodwracalną marskość

Spożycie jest związane ze zwiększonym ryzykiem wystąpienia raka dna jamy ustnej, raka gardła, krtani, przełyku i wątroby oraz prawdopodobnie raka piersi, okrężnicy i odbytnicy”

Straszne? Tak. Ale w żaden sposób nie zmieni to ani Twoich, ani moich skojarzeń z alkoholem. Na poziomie emocjonalnym wciąż alkohol będzie kojarzył się z przyjemnością i z rodzinnymi imprezami, świętowaniem sukcesu itd. Na poziomie logicznym jest to kompletnie absurdalne, ale tak tworzą się skojarzenia w twojej głowie. Pod pewnym, względem nie różnimy się od psów Pawłowa. Z tym, że u nas to emocjonalny ogon macha racjonalnym psem.

Jakie jest realne zagrożenie?

Jeśli ciągle Ci mało, to przy kolejnych zakupach chwyć przy kasie w markecie pierwszy lepszy lek przeciwgorączkowy i przeczytaj ulotkę. I co? I nic. Zagrożenia są wszędzie, po prostu w życiu codziennym staramy się je minimalizować, a nie wykluczać.

Zasadniczo, jeśli jesteś stabilny psychicznie i nie masz potrzeby do ciągłej jazdy po bandzie, to trip z dużą dozą prawdopodobieństwa wywoła u Ciebie DŁUGOTRWAŁE pozytywne skutki. Zagrożenia są, ale na takiej zasadzie jak te na ulotce Ibupromu.

Jako świadomy(mam nadzieje) człowiek, tak często, jak to możliwe staram patrzeć się na ryzyko z perspektywy statystycznej. To prawda, iż etanol może doprowadzić do raka jamy ustnej, jak i innych tego typu wątpliwych przyjemności. Tak samo, jak Ibuprom może wywołać ”krwiste wymioty, wrzodziejące zapalenie błony śluzowej jamy ustnej, depresję, reakcje psychotyczne, szumy uszne, jałowe zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych” (cytat z ulotki) Ryzyko statystycznie biorąc jest jednak tak małe, że nie wpłynie ono na moją decyzje. Tak samo prawdą jest, że mogę mieć flashbacki jednak ryzyko jest tak minimalne, że najzwyczajniej w świecie je akceptuje. Z tą myślą przewodnią zapraszam do głównej części gdzie od strony praktycznej przedstawię zagrożenia związane z zażywaniem psychodelików

Negatywny wpływ na ciało

Przy LSD praktycznie nie istnieje. Przy grzybach ( o ile oczywiście nie pomylisz łysiczki z muchomorem) mogą pojawić się nudności jednak nic poza tym. Psychodeliki pod względem fizycznym są mniej inwazyjne niż kofeina.

Wszystkie grzyby są jadalne, ale niektóre tylko raz

Przedawkowanie LSD jest praktycznie niemożliwe. Są udokumentowane przypadki ludzi, którzy wciągnęli kilkadziesiąt gramów (ponad TYSIĄC razy większą dawkę niż zalecana). Trafili na SOR, po czym kilkanaście godzin później zostali wypisani. Swoją drogą wartość tego co wciągnęli oscylowała w okolicy stu tysięcy dolarów, także ta pomyłka najbardziej uderzyła ich chyba po kieszeni.

Porysowana psychika

Jeśli jesteś zdrowy, jedyne czego możesz się obawiać to bad tripa, ale jak niektórzy mówią, on nie jest „zły” tylko „trudny”. Skutki jego ewentualnego wystąpienia możesz zminimalizować, dbając o swoje samopoczucie i otoczenie(S&S), prosząc o pomoc opiekuna(tripsittera), poznając substancje przy mniejszej dawce czy (co może być dla niektórych szokujące) -porządkując w miarę możliwości prywatne sprawy, zanim oddasz się w objęcia psychodelików. Zresztą po czasie większość osób, która przeżyła bad tripa i tak uważa to za jedno z bardziej wartościowych doświadczeń w ich życiu.

Uzależnienie

Po pierwsze tolerancja. Po drugie samo doświadczenie jest na tyle “niepowtarzalne” i abstrakcyjne, że nie jest w stanie wytworzyć się w głowie mechanizm uzależnienia, jaki znamy z innych substancji. Przy innych używkach wygląda to tak; kiepski nastrój+dawka narkotyku=dobry nastrój/ulga. Działa to błyskawicznie i zawsze tak samo. Mózg się uczy (i znowu ten Pawłow). Przy psychodelikach wygląda to nieco inaczej. Kiepski nastrój+LSD=loteria. Może być bosko, a może Ci się ten zły nastrój spotęgować. Mózg nie wie czego się spodziewać i przez zbyt niestabilne „podłoże” nie tworzy się mechanizm uzależnienia. Dodatkowo samo doświadczenia pamiętasz trochę tak jakby Ci się to przyśniło.

Flashbacki

Po kilkudziesięciu latach od kontrrewolucji hipisowskiej gdzie połowa Stanów spróbowała psychodelików, dalej temat nie jest do końca przebadany. To chyba świadczy o „ogromnej” skali tego zjawiska. Nigdy osobiście nie słyszałem o kimś kto miałby flashbacki, które w jakikolwiek sposób utrudniały by życie. Jedna osoba napisała mi prywatnie, że ona miała, ale było to na zasadzie błysku widzianego kątem oka, o którym zapomina się po sekundzie.

Odklejenie od rzeczywistości

Jeśli masz na myśli, że zaczniesz nagle się obwieszać koralikami, ubierać dziwne ciuchy i zgolisz głowę to nie. Nie zaczniesz. Jeśli masz na myśli, że zaczniesz być nieco bardziej świadomy, zauważać więcej rzeczy i być może lekko zmienią Ci się priorytety (np bardziej zaczniesz skupiać się na sobie niż tym, co myślą o Tobie inni) to istnieje taka możliwość. Z drugiej strony, ludzie latami potrafią chodzić na terapię żeby się tego nauczyć więc…

Halucynacje

Nie, nie zobaczysz smoka. Ani ufoludków. Zobaczysz za to, jak piękny potrafi być zachód słońca, czy promienie światła przebijające się między gałęziami drzew.

Jeszcze nie wiesz jak okoliczne parki potrafią być piękne

Oszalejesz i zrobisz komuś krzywdę

 Nie znam Cię, więc załóżmy, że jest taka możliwość. Szansa jest ekstremalnie mała, ale możliwa. Jeśli na trzeźwo masz dziwne „odpały” to sobie odpuść. Jesteś spokojną, poukładaną osobą? To prawdopodobnie tak zostanie. Jeśli masz obawy to zarzuć w bezpiecznych warunkach. Nie mieszkasz sam? To poczekaj aż będziesz sam albo wynajmij sobie apartament w swoim mieście na Bookingu. Jeśli wciąż się boisz, to znajdź kontakt do opiekuna, który przeprowadzi Cię bezpiecznie przez Twoje pierwsze doświadczenie.

Według raportu holenderskiej policji, ilość przypadków, gdzie ludzie pod wpływem psychodelików stwarzali realne zagrożenia jest ekstremalnie mała.

Na zakończenie. Ku lepszemu…

Kończę ten artykuł mając wrażenie, że napisałem go na siłę, z poczucia obowiązku. Sam NIGDY nawet nie otarłem się o żadne z zagrożeń. No może poza ostatnim, ale obiektywnie rzecz biorąc po alkoholu, bywało o wiele gorzej. Wiem jednak, że nie jestem wyznacznikiem czegokolwiek. Pamiętam zresztą, że wiele lat temu kiedy próbowałem znaleźć rzetelne informacje było to bardzo trudne. Mogłem albo liczyć na propagandowy bełkot w stylu wstępu w tym artykule bądź zapewnienia o bezpieczeństwie od ludzi którzy samym swoim wyglądem i stylem życia służyli jako dobra przestroga przed zażywaniem narkotyków.

A tak swoją drogą. Mając już pewną wiedzę i doświadczenie. Gdybyś miał wybór, w jaki sposób twoje dziecko się po raz pierwszy odurzy to wolałbyś, żeby się upiło czy wzięło grzyby lub LSD? Podziel się w komentarzu lub w social mediach

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments